Po seansie

popcorn

Żarłoki. Grube świnie. Będą zdychać na cholesterol to zobaczą. Mogli sobie wziąć chociaż małe porcje. Przecież ta para wygląda jak skrzyżowanie nosorożca, słonia i betoniarki. Jezu, żeby chociaż żuli ciszej. Zwrócić uwagę? Walić to, niech żrą. Będą mieli nauczkę później. Ja się potrafię zachować – wziąłem małą porcję, z tym ich przepysznym karmelem. Nigdzie takiego karmelu nie ma! W sumie to walić film, chcę się tylko zrelaksować. Pieprzona Monika. Pieprzyć ją. Walić ten cały związek, jak sobie chce to niech idzie. Mam już kompletnie dość jej fochów. Przynajmniej do kina sobie mogę chodzić kiedy chcę. A to kino w sumie fajne jest, małe, proste, filmy stare puszczają. No i ten popcorn z karmelem, naprawdę niespotykany smak. Słodki, przechodzący w słony, ale tak jakby z nutą mięty. Ciężkie do opisania, warto spróbować.

Continue reading „Po seansie”

Reklamy

Potwór z szafy

Piotrus

Wiekowe drzwiczki, podziurawionej przez robactwo szafy, otworzyły się bardzo ospale, wydając przy tym okropne skrzypienie. Mały Piotruś słyszał w tym jęki potwora – piekielnego monstrum, które próbowało wydostać się z przeklętego mebla. W pokoju panował półmrok i przejmująca cisza, zakłócana przez pojedynczą, zagubioną ćmę. Biedny owad od czasu do czasu uderzał w lampkę nocną, dążąc do ciepła, ognia i samozniszczenia.
Dzieciak, ubrany w zieloną piżamę z wizerunkami dinozaurów, chwycił rączką za lewe skrzydło drzwi od szafy, po czym zastygł w bezruchu. W jego oczach można było dostrzec przejmujące zdziwienie, przechodzące w strach i przerażenie. Łzy zaczęły płynąć po jego bladych policzkach, ukazując niezwykła trwogę. Nagle, jakby oblany zimną wodą, chłopiec zerwał się i zaczął biec w kierunku drzwi prowadzących na korytarz.
– Tataaaa! Tataaaa! Pomocy! – Piotruś krzyczał, zalewając się płaczem.
Szybko wpadł do korytarza, gdzie w pogotowiu stał już wybudzony ze snu ojciec, z również nie małym przerażeniem na twarzy.
– Co jest Piotrek? Co się stało? – uklęknął i przytulił syna, który zaczął płakać w jego ramię.
– W szafie jest po-potwór! Pa-patrzył na… na mnie! – wciąż płacząc wydukał z siebie dzieciak.
– Wszystko będzie dobrze, poczekaj tutaj a ja pójdę sprawdzić co i jak. Continue reading „Potwór z szafy”

W imię nauki.

izolatka

[ZAŁĄCZNIK RAPORTU]

24.08.2010
Dwunastka zachowuje się dziwnie. Z pewnością nie jest typowym obiektem testowym w mojej kolekcji, ma zdecydowanie powiększony środek korpusu, który często obciera niektórymi z kończyn. Czasami porusza otworem gębowym w jego kierunku. Jest zdecydowanie bardziej nerwowa niż reszta obiektów, choć bardzo szybko się uspokaja, szczególnie gdy porazić ją prądem.
Zaobserwowałem również, że puszczanie muzyki klasycznej absolutnie nie pomaga. Mam wrażenie, że Bach działa na nią gorzej niż Barber. Muszę przeprowadzić więcej testów z dźwiękami.

25.08.2010
Bardzo długo myślałem nad testem z dźwiękami i doszedłem do wniosku, że najlepiej będzie zamontować duże głośniki z każdej strony izolatki. Za ściankami przytwierdziłem po jednym, pozwoliłem sobie również zawiesić takowy pod sufitem, w środku. Jestem ciekaw co zrobi obiekt, gdy cały dzień będę puszczał Bacha. Rozpocząłem test o 4:40 nad ranem. Nie spodziewam się szybkich efektów, zazwyczaj trwa to kilka tygodni zanim obiekt zacznie robić cokolwiek. Wątpię, by tym razem było inaczej.

27.08.2010
Dwunastka stoi pod głośnikiem i wydziela płyny z górnego zaokrąglenia tułowia. Próbowała unosić górne kończyny w jego kierunku, ale nie dosięga. Cały czas wydziela płyny. Zaczyna mnie to irytować. Postanowiłem zamienić Bacha na dźwięki o wysokiej częstotliwości. Test rozpocznę jutro.

01.09.2010
To już kilka dni jak uszczelniłem izolatkę i wypełniłem ją kakafonią wysokich dźwięków o silnym natężeniu. Niestety musiałem przerwać test. Obiekt zaczął uderzać górną okrąglizną w ścianę z dużą siłą. Nie chcę jeszcze stracić dwunastki. Zaobserwowałem inną, czerwoną wydzielinę wydobywającą się z jej otworów bocznych, przestała również reagować na polecenia głosowe. Od tej pory muszę ją razić prądem aby coś zrobiła. Kolejna rzecz, która zaczyna mnie denerwować. Muszę zwiększyć swoją dawkę valium. Szczególnie, że obiekt wciąż wydziela płyny. Jutro spróbuję zmniejszyć jej dawkę soku do minimum, lekkie odwodnienie obiektu nie zabije, a przynajmniej przestanie wydzielać.

Continue reading „W imię nauki.”

Nocny bulgot

Robert

Dawno temu, kiedy bylem jeszcze młodym, kilkunastoletnim chłopcem, mój zmarły już dziadek opowiedział mi pewną historię. Mówił o Robercie, małym dzieciaku, któremu przytrafiła się potworna przygoda na wakacyjnym obozie.

Dziadek mówił, że Robert lubił płatać innym figle: stać w nocy nad czyimś łóżkiem, ściągając mu kołdrę, aby w momencie gdy ofiara się obudzi krzyknąć na całe gardło. Oczywiście wrzask stawiał na nogi cały domek i po którymś razie było to dla wszystkich tak irytujące, że część chłopaków z obozu postanowiła wziąć odwet.

Pewnej nocy w kilka osób ustawili się wokół łóżka Roberta. Założyli okropne, powykrzywiane maski i naciągnęli na siebie prześcieradła. W pewnym momencie wszyscy na raz zaczęli uderzać w łóżko, krzycząc i piszcząc potwornie, a niektórzy z nich wtórowali “Robert, uciekaj!”.
Robert niesamowicie się przestraszył, pełnym pędem w samej piżamie wybiegł z domku i pognał przed siebie w pustkę nocy. To był ostatni raz, kiedy ktokolwiek widział Roberta.
Dalsza część legendy, ta, którą nieszczęśliwie traktowałem jako okropną bzdurę, głosiła, że wszyscy z oprawców chłopca zginęli w tajemniczych okolicznościach. Lokalni wierzyli jednak, że to Robert wracał do nich i zabijał. Co najgorsze, ponoć nie można było go zobaczyć. Jedna z wersji historii mówiła, że każdy kto był pewien iż Robert jest gdzieś w pobliżu powinien krzyknąć “Robert, uciekaj!”, a wtedy ten powinien się pojawić pod swoją prawdziwą, widzialną postacią. Co robić dalej? Nie wiadomo. Nie wierzyłem w to szczególnie, że nie było żadnej reguły, która mówiłaby o tym komu się Robert ukazywał. Wtedy myślałem, że to zwykłe bujdy, miejskie historie. Mój Boże, jak bardzo się myliłem. Jak bardzo zgubny dla mojej wątłej psychiki okazał się powrót w rodzinne strony. Gdybym tylko wiedział jak wielka zgroza czai się w tych wiejskich mitach i legendach, jakie potworności krążą w tamtejszym powietrzu…

Continue reading „Nocny bulgot”

KATETHOE

Katethoe

Młoda kobieta w białej todze szła w kierunku wzgórza, nazywanego w jej mieście Pagórkiem Płaczących. Lubiła tam przebywać w letnie, ciepłe popołudnia, gdzie siadała na miękkiej trawie i zajmowała swoje myśli marzeniem o bliżej nieznanych i niezbadanych dotąd krainach: lasach Kardahalu, które były ponoć zamieszkiwane przez wiele magicznych istot, czy też miastach z śnieżnobiałego marmuru Thoren i Kallardon, zarządzanych przez majestatycznych władców. Myślała o tym, żeby po prostu opuścić rejony miasteczka Kaffu i wyruszyć w dal. Stwierdziła jednak, że byłoby jej wielce szkoda pozostawić te zielone łąki, śpiewy ptaków i wspaniałych ludzi, którzy zawsze chętnie wszystkim oferowali pomoc. Ceniła sobie to miejsce. Choć przebywała tutaj dopiero od kilku lat, to wiedziała, że nie może wrócić tam skąd przybyła. Demony zbyt mocno chciały dobrać się do jej duszy, wpoić jej swoje bluźnierstwa.

Jej rozmyślania zostały po chwili przerwane przez odgłosy stukotu i szczęku stali. Obróciła się w kierunku drogi, która biegła zaraz przy rzece Torn i spostrzegła kolumnadę ludzi, idących wzdłuż piaszczystej ścieżki.

Królewski legion nadciągał powoli i ospale. Ich złociste płaszcze powiewały spokojnie na lekkim, letnim wietrze a zdobione wieloma wzorami zbroje błyszczały w słońcu. Kolumnę prowadził przyodziany w czerwono-fioletowy strój starszy mężczyzna. Szedł dumnym krokiem, dzierżąc w lewej dłoni srebrzysty miecz zwieńczony czerwonym szafirem. Natomiast w prawej ręce trzymał otwartą księgę, z której po chwili przeczytał na głos niezrozumiały dla nikogo wers. Dźwięk, który wydobył z gardła był nadnaturalnie dziki. Sprawił tym, że wszyscy maszerujący przystanęli a wprawne oko mogło wtedy zauważyć, że nie byli oni normalnymi żołnierzami. Ich twarze zostały powyginane a skóra obciągnięta, rysując wyraźne ślady w miejscach opierania się jej o kości policzkowe, żuchwy i potylice. Mieli długie i ostro zakończone pazury, a w niektórych częściach ciała widać było dziury wraz z wystającymi z nich gnijącymi kawałkami mięsa. Continue reading „KATETHOE”

Pani Teterley

PaniTeterley

Nigdy nie lubiłem tego pokoju. I mówię to całkowicie szczerze, z ręką na sercu – nigdy nie przepadałem za tym pomieszczeniem. Gdyby nie to, że całe mieszkanie było wynajmowane od sędziwej już pani Teterley, to z całą pewnością wyniósłbym z tej sypialni wszystkie meble i zamurował ją od zewnątrz tak dokładnie, że żaden promień światła nie dostałby się do środka.

Kiedy się tutaj wprowadzałem, cały dom urzekł mnie swoim wiktoriańskim stylem. Drewniane boazerie budujące ciepłą atmosferę kontrastowały z licznymi malowidłami na ścianach, często przedstawiającymi wizerunki dziwnych, powykręcanych istot z nieobecnym wzrokiem. Wtedy było tutaj coś pociągającego, sprawiającego, że zachęty pani Teterley odniosły sukces i dość szybko podjąłem decyzję o przeprowadzce do tej dzielnicy Londynu. Teraz jednak, a w zasadzie to już od dłuższego czasu, bardzo żałuję podpisanego z nią kontraktu. Biedna pani Teterley, jest już taka stara, rok temu straciła męża, a kilka lat wcześniej umarło jej jedyne dziecko, jej kochany syn. Od czasu do czasu lubi przesiadywać w bujanym fotelu w mojej sypialni i opowiadać mi o ciekawych historiach jej młodości. Te opowieści zawsze robiły na mnie ogromne wrażenie, szczególnie gdy akompaniował im stukot deszczu o szyby w oknach i blask księżyca, ukradkiem zaglądający do pokoju.

Jak ja nienawidzę tego miejsca. To właśnie tutaj spotkała mnie największa krzywda mojego życia. Słowa nie są w stanie oddać tego, co czułem gdy to się wydarzyło. Mogę jedynie rzec, że nigdy nie dotknął mnie tak wielki strach i zgroza, jak tego felernego wieczoru. Po tym wydarzeniu wszystko się zmieniło. Całe moje życie uległo przemianie a ja sam straciłem wszelką wolę walki i chęć do dalszej egzystencji.

Continue reading „Pani Teterley”